Black Friday w Wizerunku Profesjonalisty. Jak wszyscy, to wszyscy, nie ma rady :)

#Blackfriday edyszyn A.D. 2018 oczywiście. Poprzedni rok okazał się wielkim sukcesem oferty #blackfriday, dlaczego nie powtórzyć jej i w tym roku? Będzie 100–120 zł taniej, szczegóły poniżej :) 

 

#blackfriday 

Ten hasztag przetacza się przez internety z siłą wodospadu. Pcha przed sobą lawinę promocji, upustów, zachęt do zakupu. Tsunami na miesiąc przed prezentami spod bożonarodzeniowego drzewka. Taki jest dzisiejszy świat, a ponieważ wszyscy lubimy kupować markowe, dobre produkty z dobrą zniżką…

… więc my też się przyłączamy do tego światowego wariatkowa i ogłaszamy #blackfriday na portrety biznesowe wykonywane z jakością naszego skromnego studio. Znanych pod marką Wizerunek Profesjonalisty i wychodzących spod ręki Tomasza Puchalskiego, założyciela i głównego fotografa. Z make-upem Ani Jajkiewicz :)

Co można kupić?

W prostocie siła. Proponujemy wobec tego nasze klasyczne pozycje z fotograficznego menu:

  • 1 portret biznesowy, często nazywamy „ekspresowym zdjęciem do CV, na Linkedin, www”
  • pakiet dwóch zdjęć biznesowych, w sytuacji gdy jedno dobre zdjęcie to za mało
  • ekonomiczny i bardzo popularny pakiet trzech zdjęć biznesowych (zazwyczaj są to 3 różne stylizacje)

Czy kupię dokładnie to samo co poza promocją #blackfriday?

Oczywiście. Każdy wychodzący z naszego studio portret to efekt pracy profesjonalnej makeupistki, która przygotowuje naszego Klienta (Panów i Panie) do sesji zdjęciowej, oraz zdjęć wykonywanych przez fotografa Tomasza Puchalskiego. W studio na Al. Róż 8 w Warszawie. 

Wybrane ujęcia poddawane są retuszowi portretowemu w Photoshopie, a gotowe zdjęcia przekazywane w pełnej rozdzielczości wraz z prawami majątkowymi. W naszym serwisie publikujemy wybrane, dotychczasowe prace. 

Czy są małe literki, a jeśli tak, to gdzie?

Są. Ale niegroźne. Musimy nałożyć pewne ograniczenia na promocję, bo choć zgadzamy się z ideą kupowania tanio i dobrze, nie może aż tak dobrze być zawsze. Oto ograniczenia jakie wymyśliliśmy:

  • vouchery na wybraną ilość zdjęć z limitowanej serii „blackfriday edyszyn” można zamawiać od piątku 23 listopada 2018 do końca poniedziałku 26 listopada 2018 (Cyber Monday)
  • podczas składania zamówienia, pobierać będziemy standardową opłatę rezerwacyjną w wysokości 100 zł, do rozliczenia z opłatą za wybraną sesję 
  • podczas składania zamówienia będziemy ustalać termin realizacji vouchera czyli konkretną datę i godzinę sesji
  • vouchery można będzie realizować od 1 grudnia 2018 do 28 lutego 2019
  • opłata rezerwacyjna przepada jeśli posiadacz vouchera nie pojawi się na sesji w umówionym terminie. Można zmienić termin jeden raz (wiemy, że istnieją wypadki losowe, na które nikt nie ma wpływu), min. na 24h przed pierwotną rezerwacją
  • promocją nie są objęte rezerwacje dokonane przed terminem 23 listopada 2018. 

To jakie są te lepsze ceny, hę???

Już, cierpliwości. Zbudowaliśmy ceny #blackfriday edyszyn z założeniem, że należy zachować rozsądek, nie szaleć bo nasz cennik standardowy jest już bardzo przystępny i przyzwoity. Ale ma być taniej to będzie. 

Ceny #blackfriday:

  • 1 portret (z make-up, retuszem portretowym i prawami): 330 zł brutto
  • pakiet dwóch zdjęć (jw.): 530 zł brutto
  • pakiet trzech zdjęć (jw.): 680 zł brutto

Oczywiście wystawiamy faktury z 23% podatkiem VAT

Jak mogę zamówić voucher #blackfriday edyszyn?

Prosimy w okresie obowiązywania promocji (23-26 listopada 2018) pisać do nas na adres: [email protected]. Zwrotnie wymienimy się informacjami niezbednymi do przygotowania i przesłania vouchera w postaci elektronicznej, ustalenia terminu sesji, etc. 

Zawsze (!) można do nas dzwonić na numer: +48 662 222 232. O ile nie jadę metrem, na rowerze lub nie robię zdjęć, zawsze odbieram, a przynajmniej oddzwaniam. Warto po nieodebranym telefonie wysłać mi krótkiego sms-a. Na pewno odpiszę, oddzwonię. 

Zostań posiadaczem limitowanego vouchera #blackfriday edyszyn. Warto :)

NG-Poland Angular 2017 czyli konferencja na „A” z plusem. Dużym!

W anglosaksońskiej szkole dostać „A” oznacza tyle co nasza szóstka. Za wybitne osiągnięcia, odpowiedź, test. „A” było najcześciej przeze mnie fotografowaną literką w ostatni wtorek.

Wszystko za sprawą Darka Kalbarczyka i zespołu NG-Poland, którzy to po raz drugi zorganizowali konferencję poświęconą Angularowi. Co to jest – kto wie, to wie, kto nie wie, niech się szybko uczy, bo wszystko wskazuje na to, że to jeden z hitów języków programowania. 

Mogę się oczywiście mylić, jestem w końcu tylko fotografem, ale… po raz drugi widziałem na sali i w kuluarach ok. 700 ludzi spędzających bite 10 godzin na słuchaniu wykładów i prezentacji poświęconych programowaniu właśnie w tymże Angularze.

10 godzin. Bez wychodzenia o 16 – bo pociąg, bez ociągania z powrotem na salę po przerwie z pysznymi kanapkami (był dla mnie nawet pyszny humus, brawo Darek!), bez Fejsa na komórce bo nudy.

Pisałem o tym już rok temu, melduję, że w tym roku robiło to na mnie jedynie jeszcze większe wrażenie. Co jeszcze? Tłumy na stoiskach sponsorów – firm zatrudniających programistów. Toczyła się między nimi walka na gadżety, nagrody w konkursach, oprawę stoiska. 

Bo podobno mamy rynek informatyka. Tak mi się wydaje. To dla nich stwarza się takie miejsca pracy jak w Codewise w Krakowie, jeśli wierzyć ich filmowej prezentacji. Dlaczego nie? Wierzę, że nie każda firma musi przypominać klasyczną korpo–fabrykę z tego czy innego „Mordoru” (©Rafał Ferber!). 

Rangę imprezy, rosnące znaczenie i wagę dla branży NG-Poland podkreśliło wyborem Multikina na miejsce konferencji. Muszę przyznać, że welur, nastrojowe światła, prawdziwa, ogromna sala premierowa oraz świetnie zaprojektowane kuluary z doskonałym wyszynkiem zrobiły swoje. 

Było w tym roku naprawdę profesjonalnie i światowo. Wrażenia, podsumowanie, listę światowych prezenterów z tegorocznego eventu możecie znaleźć na pewno na stronie organizatora.

Ja na wydarzenie patrzyłem okiem fotografa, mam nadzieję, że przybliżę je Wam kilkoma kadrami, które prezentuje niżej w galerii. Liczę po cichu, że i za rok będę świadkiem kolejnej, świetnie zorganizowanej NG-Poland Angular 2018. Jeśli tak – na pewno o tym ode mnie usłyszycie. 

©tomaszpuchalski.com

Co ma zupa do wiatraka, czyli o dniu codziennym fotografa biznesowego :)

Dzisiaj piąteczek, więc wpis będzie odrobinę mniej poważny niż zazwyczaj. Będzie trochę o dolach i niedolach fotografa biznesowego. A dokładnie – o zupie.

Skąd zupa? Co ma zupa do wiatraka? Już tłumaczę. Będą dwie historie, które doprowadzą nas do puenty…

Historia pierwsza…

Podczas rozmowy z potencjalnym Klientem (w skrócie: firma skontaktowała się ze mną z polecenia firmy–matki, otrzymała kosztorys, wszystko idzie dobrze, tymczasem…) otrzymuję zapytanie „czy w ramach sesji otrzymamy również zdjęcia nieretuszowane, te nieudane też?”. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie przekazuję za darmo (sic!) zdjęć bez retuszu, a tym bardziej zdjęć nieudanych.

Dowiaduję się, że „bo jak pracowałam w firmie X, to dostałam 80 zdjęć, co prawda niedobrych ale dostałam…”. To ja dalej swoje, że u mnie jest inaczej, że przekazuję efekt swojej pracy w postaci retuszowanego zdjęcia, najlepszego, wszystkie pozostałe ujęcia są usuwane i pod nimi się nie podpisuje. Finał rozmowy – firma oświadcza, że jednak nie skorzystają z moich usług… 

Historia druga…

Sesje biznesowe pod marką „Wizerunek profesjonalisty” realizuje tak naprawdę zespół: ja i jedna z kilku współpracujących ze mną od lat MUA, czyli po naszemu makijażystek. To one dbają o właściwy do zdjęć ze światłem błyskowym make–up, a w przypadku Pań – o fenomenalny makijaż podkreślający urodę i piękno.

Od jednej z nich dowiaduję się, że w pewnej firmie, współpracujący z nią fotograf usłyszał – “proszę Pana, to jest zdjęcie jakie robi Puchalski, proszę zrobić nam takie właśnie”…

Zupa

Czas na zupę :) Przyszło mi do głowy kiedy myślałem o tych dwóch przypadkach powyżej, że paralela do zupy będzie w sam raz:

W historii pierwszej Klient oczekiwał oprócz smacznej zupy podanej w ładnej zastawie również zapakowania i wzięcia na wynos produktów służących do ugotowania wywaru, a w drugiej, tę zupę dał innemu kucharzowi z pomysłem, że ugotuje taką samą. Czego to ludzie nie wymyślą…

Zgłodniałem. Idę na zupę. A Wam życzę cudownego i smacznego weekendu :) 

Mija kolejny dobry rok studio fotografii biznesowej Wizerunek Profesjonalisty

Rok temu z małym ogonkiem opublikowałem ten post na stronie Wizerunku Profesjonalisty, a dokładnie rok temu – ten na stronie tomasz Puchalski Photography. Dzisiaj bowiem mija równo 12 miesięcy od kiedy rozpocząłem swoją działalność w gościnnych progach Studio Metka na Al. Róż 8.

Pomyślałem, że warto pokusić się o krótkie podsumowanie tego roku. Od razu dodam – dobrego roku dla mnie i jak sądzę zadowolonych Klientów. Zajrzałem do statystyk dostępnych wprost ze źródła katalogów lat 2016 i 2017 oprogramowania Adobe Lightroom i okazało się że…

od 2 sierpnia 2016 do 1 sierpnia 2017 wykonałem dokładnie 630 profesjonalnych portretów biznesowych podczas łącznie 185 sesji. Indywidualnych i tych korporacyjnych, na miejscu u Klienta. 

Jak to mówią młodzi – „wstydu nie ma”. Mam nadzieję Drogi Czytelniku, że masz świadomość tego, że każda sesja, każde spotkanie z osobą oczekującą dobrego portretu budowały przez ten rok moje doświadczenie. Moje portfolio i umiejętności. A przecież to już piąty rok mojej działalności na polu portretu biznesowego…

Zanim więc zlecisz sesję swoją czy firmową koleżance co zaczęła „robić zdjęcia biznesowe” lub fotografowi, którego podstawowe portfolio to akty lub zdjęcia ślubne, podeślij zapytanie ofertowe również do mnie. Będzie przynajmniej okazja do porównania ofert, że o szansie na uniknięcie katastrofy nie wspomnę :) 

A ja, zaczynam kolejny, mam nadzieję udany rok na Al. Róż 8. Cieszę się na możliwość spotkania i okazji do zrobienia najlepszego portretu. Biznesowego. Do zobaczenia.

Włosy a portret biznesowy…

Wpis dotyczy kobiecego portretu biznesowego i będzie dzisiaj poświęcony w całości jednemu z istotnych elementów stylizacji – włosom. Bo kiedy się zastanawiam nad tym, co najbardziej wpływa na ostateczny efekt zdjęcia profesjonalnego, to na pierwszy plan wysuwają się właśnie włosy. 

Powtórzę – dzisiaj wpis poświęcony w całości kobiecemu portretowi. Z mężczyznami w 90% jest tak, że albo mają je krótkie albo nie mają ich wcale. Stopień trudności 1/10 :)

Co innego z płcią piękną. Z mojego doświadczenie setek sesji kobiecych, najwięcej czasu poświęcamy wcale nie na dobór koszuli, żakietu czy sukienki, ale ustaleniu “co robimy z włosami”.

W czwartek na sesji była Pani Natalia i na jej przykładzie mogę pokazać, jak włosy, ich ułożenie, spięcie albo pozostawienie wpływają na efekt końcowy.

Osobiście jestem zdania, że włosy nie powinny dominować w portrecie profesjonalnym. Częste zakusy aby (niejednokrotnie piękne, gęste i ciemne włosy) „poszły do przodu” kończą się tym, że stylizację biznesową (żakiet, marynarka, koszula, etc.) zasłaniają w całości te pukle, loki i warkocze.

Dygresja – o ile piękne włosy w portrecie luźnym, prywatnym i romantycznym są bardzo ok, mogą zasłaniać pół twarzy, być zburzone, mokre, itd. – o tyle w portrecie biznesowym są po prostu częścią stroju i stylizacji i muszą być również pro…

Co wobec tego robić? Można jak na zdjęciu powyżej włosy ułożyć za ramionami, z tyłu, albo – jak na zdjęciu po prawej – spiąć.  To drugie rozwiązanie dodatkowo rozjaśnia i wyszczupla twarz i jest jednym z moich ulubionych.

Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie – włosy ciemne są zdecydowanie bardziej dominujące i „trudne” do zagospodarowania w zdjęciu profesjonalnym. Włosy jasne, czasem mogą tak bardzo nie przeszkadzać „z przodu”, nie ma więc reguły „nigdy nic na marynarce”. Czasem, dobrze wygląda i słowiański warkocz… 

Ale o nim to jeszcze kiedyś napiszę. Stay tuned. 

 

Nieczynne z powodu, że zamknięte czyli urlop w Wizerunku Profesjonalisty

Ładowanie baterii i spędzanie kawałka wakacji z ukochanymi córeczkami odbędzie się jak wyżej.

Jeśli ktoś planuje więc swoją sesję biznesową w najbliższym czasie – z przyjemnością zaproszę do studio na Al. Róż 8 ale nie w okresie urlopowym. Na szczęście trochę wolnych terminów ciągle jest. 

Do zobaczenia, pozdrawiam wakacyjnie, Tomasz Puchalski. 

Nie kupuj kota w worku. A tym bardziej sesji biznesowej…

Powiem to szczerze i otwarcie – nie jesteśmy najlepszym w Polsce studiem fotografii biznesowej. Ani pewnie w Warszawie. Sam znam kilku fotografów, którzy robią świetne zdjęcia i udane, bardzo profesjonalne sesje korporacyjne. 

Ale… też nigdy nikt od nas nie wyszedł niezadowolony. Nie “skrzywdziliśmy” nikogo, po wizycie u nas nikt nie wpadał w depresję i nie trzeba było leczyć z żadnej traumy. Na dodatek – jak napisał nasz Klient, Pan Ziemowit Piesto w rekomendacji na Linkedin:

Szczerze polecam. Jako osoba która nie lubi oglądać swoich zdjęć a pozowanie traktuje jako karę sesja przebiegła szybko, sprawnie i bardzo profesjonalnie. Według mnie usługa jest klasy premium a mimo to cena bardzo niska :)

No właśnie, ta cena :) Dla nas w sam raz, dla Was – może być niska. To chyba dobrze, prawda? Idąc tropem ostatnich rekomendacji, dzisiaj dostaliśmy świeżutką od Pani Moniki, bohaterki tego wpisu. Oto co napisała:

Świetna zabawa – zero stresu. Okazało się, że razem z Panem Tomaszem doskonale wiedzieliśmy, jaki efekt chcemy uzyskać. Dużą przyjemność sprawił mi również makijaż Pani Ani – oddałam się całkowicie do dyspozycji wizażystki, czyli przyszłam „sauté” i powiedziałam – może Pani zrobić ze mną co się Pani podoba… Wyszło doskonale.

Nie kupuj kota w worku. Żyjemy w czasach, w których za podobną usługę (zazwyczaj tylko z nazwy) możesz zapłacić i dużo i mało. Za tatuaż, za kawę, za zdjęcie biznesowe.

Nam się wydaje, że jeśli już chcesz poświęcić godzinę lub dwie swojego czasu i zainwestować w swój profesjonalny wizerunek, nie należy tego robić u przypadkowych osób. Nawet tych co mają cyfrowy aparat, ale już nie stronę www, że o portfolio nie wspomnę. 

Może wobec tego u nas? Zapraszamy. Na pewno zrobimy wszystko, żeby efekt końcowy był świetny, a profilowe na Linkedin czy w CV przyciągało uwagę i przyczyniło się do znalezienia (być może) nowej, lepszej pracy :)

 

Sesja biznesowa z polecenia – odpowiedzialność i stres jakby większy :)

Kiedy dostałem maila od Pani Agnieszki, ucieszyłem się bardzo. Kolejna sesja z polecenia, z rekomendacji Tomasza Kempfa. Zresztą, to już kolejna osoba od Pana Tomka, który zaczął kiedyś ten łańcuszek sam korzystając z moich usług…

Po chwili radości, druga myśl była taka – “sesja z polecenia, hmm” – rośnie nieświadomie stres i chęć, żeby wszystko poszło dobrze. Bardzo dobrze. Najlepiej. Żeby nie było wstydu…

Oczywiście dla znajomych znajomych nie robię żadnych specjalnych przygotowań, nie wstawiam “nowych lamp do solarium”, nic z tych rzeczy. Staram się każdą osobę ugościć w studio na Al. Róż 8 podobnie ciepło, profesjonalnie, z pełną uwagą i zadbaniem o efekt końcowy.

Jedyne co na pewno jest inne, to osoba z polecenia jest bardziej znajoma niż nieznajoma. Łatwiej przełamać pierwsze lody w komunikacji, można choćby zacząć od rozmowy na temat polecającego. 

Tak też było dzisiaj. A jak nam poszło – zobaczcie sami. Wg mnie – nie przyniosłem Panu Tomkowi “wstydu” :)

Panie Tomaszu, to moja pierwsza sesja, ja się denerwuję… :)

To się zdarza wcale nierzadko – mam przyjemność wykonywać pierwsze w życiu, poważne, studyjne portrety wielu osób. Jak się “ten pierwszy raz” doda do powszechnego “ja jestem niefotogeniczna/-ny” to możecie się domyślać, że czasem bywa zabawnie.

Zabawnie, tak. Nie chcę powiedzieć, że nie traktuję swoich Klientów poważnie. Wręcz przeciwnie. Ja tylko wiem, że po pierwsze to drugie to najczęściej czysta kokieteria, a po drugie to pierwsze wymaga po prostu zaopiekowanie się tym strachem pierwszego razu.

Nie inaczej było wczoraj na sesji Pani Moniki. Świetną robotę najpierw zrobiła Ania Jajkiewicz, a potem wspólnie z Panią Moniką zrobiliśmy kilka fajnych zdjęć. Ba, zamiast pakietowych 3 wyszło ich 4, tak nam dobrze poszło. 

Ps. kiedy Twoja Klientka decyduje się na więcej zdjęć niż było w planie, jest to ostateczne potwierdzenie, że dobrze Ci poszło :) Jak dobrze? Możesz sprawdzić w tej galerii.

Z portretem biznesowym może być jak z pizzą – smacznie albo wcale nie :)

iPhone 6s, Adobe Lightroom.

Piąteczek, więc dzisiaj luźniej, choć temat zupełnie serio. Dzisiaj parę zdań o tym, jak to różnie można zrobić zdjęcie. Dobrze, smacznie, albo zupełnie źle. Ponieważ (niestety!) nie mogę Wam tu pokazać złych zdjęć biznesowych znalezionych na Linkedin, posłużę się dzisiaj analogią do… pizzy.

Tak, pizzy. Ostatnio byliśmy z ekipą na wycieczce rowerowej do Kazimierza Dolnego, gdzie jednym z punktów programu był postój i nabranie sił przy tymże słynnym pożywieniu Made in Italy.

A ponieważ żyjemy w czasach gdy jedzenie nie jest zaliczone o ile nie sfotografowane i opublikowane na Fejsie, nie inaczej było tym razem. Zdjęcie swojej pizzy zrobił Grzegorz (to ta na górze), a ja swojej (to ta po prawej). Jak nam poszło, oceńcie sami.

I przy okazji proszę o chwilę refleksji i odpowiedź na następujące pytanie – czy powierzysz swój profesjonalny, zawodowy wizerunek i sesję fotograficzną amatorowi (albo sobie robiąc selfie w windzie) czy jednak przyjdziesz do mnie?

Pizzy nie mogę obiecać, świetne portrety biznesowe owszem. Do zobaczenia :)